Czy nadal będzie dobrze, czyli rozważania ekonomiczne ;)
Ostatnio natrafiłem na fragment książki Alana Greenspana “The age of turbulance” zamieszczony w 39 numerze Newsweeka. Greenspan przedstawia czynniki, które mogą źle wpłynąć na gospodarkę Stanów Zjednoczonych, a zetem i gospodarkę światową (widać to już na naszej giełdzie). Stany zwiększają swój deficyt budżetowy, między innymi aby sfinansować wojny. Jednocześnie sami Amerykanie mocno się zapożyczyli, co widać po ostatnim kryzysie na rynku kredytów hipotecznych i w związanych z nimi funduszach inwestycyjnych. Zatem Ameryka przejada więcej niż powinna w skali makro i mikro. Wpływa to pozytywnie na wzrost gospodarczy – przemysł zbrojeniowy i konsumpcja narodu z pewnością go napędzają. Jednak kiedyś musi się to skończyć. Kredyty zaciągnięte przez państwo i obywateli muszą zostać spłacone. Greenspan, jako były szef FED, oczywiście pisze o stopach procentowych (strona o mechaniźmie stóp procentowych), o tym, że będą musiały być znacznie zwiększone, kiedy czynniki zmniejszające inflację zaczną zanikać. Jednym z tych czynników są kredyty, a drugim napływ siły roboczej z biedniejszych krajów. Ten napływ hamował inflację, bo zatrzymywał wzrost płac. O tym samym mówi się w Polsce, że skoro nie ma ludzi do pracy, to weźmiemy ich z Chin. Napłyną nowi pracownicy, to pensje przestaną rosnąć. Greenspan pisze jednak, że ta tendencja się odwróci. W Chinach pracownicy w końcu też zaczną więcej zarabiać, wzrosną ceny chińskich towarów, no i przestanie napływać tylu nowych pracowników do państw zachodnich tak z Chin jak i innych krajów. W Stanach oznaczać to będzie wzrost cen zatrudnienia i wzrost cen towarów importowanych. Do tego nie wiadomo jakie będą ceny ropy, które przecież też mają ogromny wpływ na inflację. Rejony Bliskiego Wschodu, jak wiadomo, nie są zbyt stabilne, więc nie wiadomo, co się stanie także z tym czynnikiem. Nieuchronna, według byłego szefa FED, inflacja wymusi ustanowienie wysokich stóp procentowych. To wszystko zatrzyma amerykańską gospodarkę. Co się stanie wtedy z naszą? Cokolwiek się dzieje w Stanach, od razu ma odzwierciedlenie na warszawskiej giełdzie. Czy nadal trzymać fundusze inwestycyjne, czy też się wycofać? Po ostatnim kryzysie “hipotecznym” sporo opadło. Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale patrzę w przyszłość z coraz większym niepokojem. Ameryka i jej wpływ na naszą giełdę to jedno. A co z naszym podwórkiem? Czy na pewno możemy się cieszyć z rosnących wynagrodzeń? Można się uśmiechnąć i powiedzieć – “no teraz to będzie fajnie, nareszcie będą płacić tyle ile trzeba”. Jaki to będzie miało wpływ na firmy, które muszą zatrudnić pracowników? Masa ludzi “zagłosowała nogami” i pojechała zarabiać gdzie indziej. Czy nie będzie tak, że inwestorzy zagraniczni też będą zarabiać gdzie indziej? Wysokie koszty zatrudnienia, skomplikowana “papierkologia”, kiepski “kaczorowy” wizerunek na świecie no i na dokładkę coraz wyższe stawki specjalistów. Niby nie jest źle… wzrost PKB na niezłym poziomie itd., ale jakoś to wszystko w połączeniu z wiszącym nad głową kryzysem amerykańskim opisanym wcześniej, może skłaniać do refleksji, że lepiej już było.
Mam nadzieję, że moje czarnowidztwo się nie sprawdzi.
P.S. Proszę o wyrozumiałość. Ekonomistą nie jestem



Ostatnie komentarze